Brenda z Zielonej Łąki

Brenda urodziła się 14 marca 2007, a 22 czerwca zamieszkała z nami. Początkowo płochliwa i nieufna kryła się pod szafą a jak udało się jej wpaść do łazienki, to całe dnie potrafiła przesiedzieć pod wanną. Nawet, jak ktoś się kąpał...

Z czasem stała się prawdziwą panią na włościach. Ma swoje ulubione miejsca w domu i ogrodzie, ale najchętniej wyleguje się za zewnętrznym parapecie, skąd ma widok na całą okolicę.

Nie korci ją wspinanie po drzewach czy płotach, nie robi też wycieczek poza ogrodzenie. Kiedy przyśnie schowana w kępie kwiatów, łatwo ją przywołać do domu potrząsając puszką z jej ulubionymi chrupkami.

Doskonale rozróżnia po głosie naszych przyjaciół. Zawsze przybiegnie przywitać się z Dorotą i Jackiem. Kręci się koło nich podsuwając grzbiet do głaskania. Na Jacka polarze mościła się, kiedy zbierało jej się na ruję. A jak była młodsza, przynosiła Dorocie kulkę papieru do wspólnej zabawy. Teraz jest już za poważna na takie wygłupy...

Inna rzecz, że Dorota i Jacek zawsze przynoszą jej ulubione kocie kabanosy. Dorota siada na podłodze i po kawałeczku karmi Brendę. Nie zdarzyło się, żeby Brenda odmówiła jedzenia, a przecież jest niejadkiem. Nie wszystkie chrupki jej smakują. Te z rybą - owszem, ale nie każdej firmy.

Puszki, saszetki - absolutnie, najwyżej poliże sos lub galaretkę. Czasem skubnie odrobinę surowej siekanej wołowiny (kiedy robię dla nas tatara), rzadko ma ochotę na surowego (ale po rozmrożeniu) kurczaka. Kiedy słyszy, że coś się dzieje przy jej miseczce, zagląda zza rogu do kuchni, pociąga nosem kilka razy i zniesmaczona odchodzi - nic ciekawego.

Początkowo bardzo się tym przejmowaliśmy, wyszukiwaliśmy coraz to nowe frykasy, ale w końcu stwierdziliśmy, że nie będziemy kota uszczęśliwiać na siłę. Niech je to, na co ma ochotę.

Miseczka nigdy nie jest pusta. Brenda siada przy niej kilka razy dziennie. Czasem długo zastanawia się: jeść czy nie jeść, potem trąca chrupki nosem jakby przebierała w pudełku z cukierkami wybierając upatrzonego. Jeszcze musi powąchać, polizać i dopiero delikatnie chwyta zębami. Ale pić z miseczki nie lubi. Najbardziej smakuje jej woda prosto z kranu. Siada na skraju zlewu i dotyka języczkiem sitka w kranie - zawsze jej coś kapnie.

Mimo, że niejadek, Brenda w grudniu osiągnęła wagę 3,8 kg. Futerko jej pociemniało, maseczka na pyszczku stała się wyraźniejsza. Minął jej okres szalonych pogoni za szeleszczącą kulką papieru. Wydoroślała. Na początku stycznia pojawiła się pierwsza ruja. Kilka dni pomiauczała, parę razy przeczołgała się na grzbiecie po podłodze. I koniec. Za to za dwa tygodnie wzięło ją na dobre. Nie jadła, prawie nie spała, miauczała przeraźliwie, nie mogła znaleźć sobie miejsca, nosiło ja po całym domu... I tak przez trzy tygodnie. Schudła prawie kilogram. Weterynarz uznał to za ruję permanentną i zalecił zastrzyk antykoncepcyjny. Kilka dni później zastrzyk zaczął działać. Brendzie wrócił apetyt i spokojny sen. Odzyskała utraconą wagę. Ale w maju znów zaczęła zachowywać się podejrzanie, a w naszym ogródku pojawiły się obce koty. Oho, kawalerka schodzi nie na randkę, już oni dobrze wiedzą, na co mogą liczyć... Nie planowaliśmy na razie powiększenia kociej rodziny, więc po rozmowie z weterynarzem zdecydowaliśmy się na kolejny zastrzyk. Akurat idzie lato, mamy otwarte okna i drzwi do ogrodu, lepiej mieć pewność, że Brendzie nie przytrafi się przypadkowy mezalians... Ale minęło lato i jesień, a zastrzyk dalej działał. Dopiero na początku stycznia zamiauczało się Brendzie rujowato, ale to było takie jakby od niechcenia, dwa - trzy dni. I koniec. Kilka dni później - to samo. Zdecydowaliśmy zawieźć ją do kocura. Wcześniej już przejrzeliśmy w internecie rodowody i zdjęcia kawalerów, rozmawialiśmy z hodowcami i wybraliśmy stosownego narzeczonego. 23 stycznia 2009 Brenda pojechała na randkę do Borysa, trzy dni później wróciła do domu, a my próbowaliśmy zaobserwować zmiany w jej zachowaniu. Nic się nie zmieniła. Dopiero po miesiącu pojawiły się książkowe objawy ciąży i również książkowo, po 65 dniach ciąży urodziła Adelę.

Lubię spać na drapaku
Brenda z trofeami
Wlazł kotek na płotek po słupie


Rodowody

Klikając w poniższy link możecie Państwo zobaczyć rodowody naszych kotów Brendy, Adeli i Byrona.

Zobacz zdjęcie